Groźny syndrom SSDD – jak się przed nim uchronić? 2


Syndrom SSDD, czyli „Same shit, different day”, objawia się poprzez konsekwentne i bezmyślne powtarzanie tych samych czynności na co dzień.

Te same posiłki, ta sama praca, marna płaca, Ci sami ludzie, te same tematy do rozmów…

Rozkład dnia całkowicie przewidywalny, hołdowanie nastawieniu „byle do piątku”, a w weekend laba i kanapa.

Z jednej strony jest to zrozumiałe, ponieważ ludzie dążą do wygody i nic nierobienia, a z drugiej latka lecą i trwanie w takim bycie niszczy nasze życie!

Jeżeli posiadasz dzieci, to wiesz doskonale, że dla nich każdy dzień jest bezcenny.

Codziennie uczą się czegoś nowego.

Codziennie są gotowe na przygodę!

I z nich właśnie należy brać przykład!

Wyobrażasz sobie dziecko, które na pytanie: „jak Ci minął dzień?”, odpowie: „Eh, dzień jak co dzień”?

NIE!

U dzieci zawsze coś się dzieje!

My, stare pryki, wykazujemy natomiast zachowanie zupełnie do tego odwrotne! Jesteśmy znudzeni, bez energii i zależy nam tylko na ciszy i spokoju.

Dorośli to w większości przypadków smutne marudy, które nie potrafią spełniać swoich marzeń.

Mam znajomego, który cały czas narzeka, że mało zarabia. Jego marzeniem jest obecnie trochę lepsza kasa, aby mógł sobie na więcej pozwolić.

Gdy go pytam, czy wysyła CV, mówi, że przegląda ogłoszenia, ale nie widzi dla siebie nic ciekawego. Zapytany, czego szuka, odpowiada, że w sumie to nie wie. Ma 29 lat…

I tak tkwi w tym swoim niezdecydowaniu, wkurzając się codziennie na otaczającą go rzeczywistość i „opluwając” każdego, kto ma lepszy samochód od niego.

Inna znajoma z kolei jest niepocieszona z powodu swojego wyglądu. Wie, że powinna ograniczyć słodycze i słodkie bułeczki, że powinna zapisać się na fitness albo do dietetyka, ale jakoś się nie składa.

Codziennie marzy o tym, aby wyglądać i czuć się lepiej. Problem w tym, że nic w tym kierunku nie robi, bo:

  • nie wie od czego zacząć
  • nie ma czasu…

Wymówka goni wymówkę, a to bezlitośnie wykorzystują naciągacze oferujący suplementy odchudzające (wyciąg z agrestu indyjskiego, proszek z korzenia malin, fatburnery… i inne bzdury) i sprzedają w olbrzymich ilościach swoje „cudowne” produkty tym biednym kobietom:

WYSTARCZĄ 3 TABLETKI DZIENNIE W TRAKCIE POSIŁKU – ZACZNIESZ CHUDNĄĆ JUŻ PIERWSZEGO DNIA!

Nie wiem jak Ty, ale ja osobiście nie spotkałem ani jednej osoby, która dzięki łykaniu tabletek ma szczupłe i zdrowe ciało. Wręcz przeciwnie! Często takie osoby mają problemy ze swoim organizmem (wzdęcia i inne historie), co powoduje u nich jeszcze większy dół!

Same shit, different day!

A przecież można inaczej! Żyjemy w czasach, gdzie każdy, bez wyjątku, może znaleźć odpowiednie rozwiązanie swojego problemu!

Na samym Youtube jest milion materiałów i dowodów jak skutecznie:

  • znaleźć pracę
  • się odchudzić
  • zapobiegać wypadaniu włosów
  • poderwać dziewczynę

Wystarczy poświęcić nieco czasu, aby zapoznać się z metodami, które już ktoś wypróbował, poczytać komentarze innych osób, które też mają podobny problem i próbują coś na to zaradzić, a następnie przetestować i dostosować rozwiązania do swoich potrzeb!

Jest tylko jeden szkopuł!

Nawet jeżeli otrzymamy gotową receptę na sukces, podane na tacy rozwiązanie, to i tak zabraknie nam samodyscypliny, żeby poświęcić temu odpowiednio dużo czasu.

Jeżeli ktoś chce zbudować sobie sześciopak, a do tej pory nie trenował regularnie, to treningi kilka razy w tygodniu nigdy u niego nie przejdą!

Jeżeli ktoś myśli od dawna o zmianie pracy, ale nic w tym kierunku nie zaczął jeszcze robić, to przeglądanie codziennie ogłoszeń, wysyłanie aplikacji, odwiedzanie agencji rekrutacyjnych i telefonowanie do ewentualnych pracodawców, będzie bardzo trudne do ogarnięcia.

Dlatego pomocne okazują się tutaj małe kroki!

Zamiast rzucać się od razu na głęboką wodę i szybko się zniechęcać, lepiej zacząć od małych rzeczy.

Jakiś czas temu bolały mnie kark i plecy (siedzę przy biurku 8h dziennie). Trwało to dobrych kilka miesięcy.

W pewnym momencie powiedziałem: DOŚĆ! Poczytałem i przejrzałem na ten temat sporo materiałów i zacząłem testować, co w moim przypadku działa, a co nie.

Zacząłem od rozciągania: raz 10 minut, innym razem 2 minuty, ale regularnie i każdego dnia.

Po kilku dniach poczułem ogromną różnicę (problem prawie całkowicie zniknął) i obecnie nie ma dnia, abym nie robił przynajmniej jednego lub dwóch ćwiczeń rozciągających.

ZAPAMIĘTAJ: małe kroki i szybkie efekty bardzo motywują do działania! Łatwo jest się zmusić do robienia czegoś, co przynosi efekty!

Zamiast codziennie myśleć o swoim problemie i być jak mój znajomy, lepiej weź byka za rogi i poszukaj wskazówek!

Otwórz tę magiczną stronę, nazwij swój problem i testuj znalezione tam rozwiązania!

To jest najlepsza droga!

Powodzenia!

NEWSLETTER!
Dołącz do mojej listy stałych czytelników! Przekroczyłem setkę! 🙂
Bez SPAMu i reklam! Tylko konkretne treści! 100% bezpieczeństwa!
Twoi znajomi też chcą o tym przeczytać! Udostępnij:Share on Facebook1Share on Google+0Tweet about this on Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarzy do “Groźny syndrom SSDD – jak się przed nim uchronić?

  • Paulina

    Hej, dawno nie odwiedzałam Twojego bloga 🙂 Tak, to racja, żeby zacząć od szukania. Ja dodam jeszcze, że w zmianie najważniejsza jest… decyzja o zmianie. Bez przekonania najczęściej szybko się wycofasz, nawet jeżeli postawisz przed sobą dziennie tylko jeden mały kroczek. To się ma szansę powieść, czego naprawdę chcesz. Nie to, co uważasz, że powinieneś albo musisz, albo wypada.

    • Krystian Autor wpisu

      Hej Paulina! Cieszę się, że wróciłaś 🙂

      Tak, nasze cele i pragnienia to najlepszy motywator do podjęcia działania!