Jak być gotowym i „nie dać ciała”? 6


Jakiś czas temu byłem świadkiem na weselu i jak na świadka przystało, musiałem przygotować krótką przemowę na temat Pana Młodego. Nic wielkiego – maksymalnie 5 minut.

Zgadnij ile zajęło mi przygotowanie tej przemowy?

Przygotowanie tej przemowy zajęło mi 2 tygodnie!!!

Nie mogłem uwierzyć, że to jest takie skomplikowane (bo co może być trudnego w powiedzeniu kilku słów o osobie, którą znasz od dziecka)?

A jednak!

Po pierwsze: Z artykułów takich jak ten, dowiedziałem się, że przemowa powinna zawierać odpowiednie informacje o Panu Młodym, wspomnienia z dzieciństwa, jak poznał swoją drugą połówkę, życzenia…

Po drugie: Powinna być ciekawa i zabawna.

Po trzecie: Jest prezentowana na żywo, przed publicznością!

Pamiętam, że sporo nerwów mnie to kosztowało, ale bardzo tego chciałem, ponieważ chodziło o mojego kumpla! Czułem się zaszczycony, że to właśnie ja mogę wygłosić tę mowę.

Drugim powodem, dla którego chciałem to zrobić, było uczucie dyskomfortu, towarzyszące mi podczas tego typu wystąpień. Jakiś czas temu postanowiłem, że zmienię podejścia do niewygodnych spraw i obecnie im bardziej coś mnie hamuje w działaniu, tym bardziej chcę się sprawdzić i to zrobić!

Kilka dni przed weselem byłem jednak niespokojny, czułem motyle w brzuchu i ogólny brak koncentracji. Analizowałem w myślach co i jak powiedzieć i wcale mi to nie pomagało.

A jeśli coś nie działa, to należy zmienić taktykę!

Przestałem więc o tym rozmyślać, stanąłem przed lustrem, wziąłem tekst do ręki i zacząłem mówić do siebie.

Było dziwnie!

Nie podobało mi się.

Poprosiłem wtedy domowników o wysłuchanie mojej przemowy. Patrzyłem na ich reakcje, głównie w momentach, gdy rzucałem jakiś żart (nie wszystkie, jak się okazało, były zabawne). Zauważyłem wtedy, że jeszcze trochę muszę nad tym popracować.

Kolejne próby to już z kamerką w laptopie i z dyktafonem w telefonie.

W końcu, gdy przemowa była już wystarczająco dobra (nie piszę idealna, ponieważ ZAWSZE można coś poprawić) i została zaakceptowana przez moich domowników, przećwiczyłem ją jeszcze kilka razy i uznałem, że jestem gotowy!

Wygłaszałem jako pierwszy. Pierwsze zdanie wypadło blado, bo choć zdarzało mi się przemawiać w pracy, to nigdy do mikrofonu. Trochę zbiło mnie to z tropu. Na szczęście tylko na moment.

Zaraz przypomniał mi się układ zdań na kartce, którą przecież tyle razy studiowałem w domu. Udało mi się pozbierać, powiedzieć (prawie) wszystko co chciałem, moje żarty się podobały (uff) i zebrałem gromkie brawa 🙂

przemowa

No dobra, ale dlaczego Cię tym zanudzam?

Ponieważ zauważyłem wtedy pewien bardzo istotny element, bez którego nie udałoby mi się wygłosić tej mowy w takiej formie.

Chodzi o odpowiednie przygotowanie!

To właśnie dzięki niemu udało mi się znacznie zmniejszyć strach i niepokój. Byłem bardziej skoncentrowany i pewny siebie, ponieważ wiedziałem, co i kiedy nastąpi.

Często bagatelizujemy wagę wydarzenia, w którym bierzemy udział i idziemy na żywioł.

Myślimy sobie: Przecież nie ma znaczenia, czy się przygotuję, czy nie, i tak się odbędzie!

Racja! Z tą różnicą, że prawdopodobnie wypadniemy słabo i zostaną nam nieciekawe wspomnienia.

Natomiast, przy odrobinie zaangażowania i uprzednim przećwiczeniu swojej kwestii, możemy sprawić, że będzie to miłe doświadczenie, które zapamiętamy do końca życia.

Mało tego! W wydarzeniach biorą udział inni ludzie, więc możemy zyskać w tym miejscu nowe znajomości, serdeczność i ogólne poważanie.

Na weselu nie znałem większości gości tam obecnych, ale dzięki temu wystąpieniu byłem zagadywany i obdarzany serdecznymi uśmiechami podczas całej imprezy.

To tak, jakbym przełamał pierwszą barierę nieśmiałości z kilkudziesięcioma osobami na raz.

Interesujące! 🙂

Swoją drogą, wiesz, że zawodowi komedianci i kabareciarze potrafią testować swoje skecze miesiącami, zanim zaprezentują je światu? Dopieszczając te kilkuminutowe wystąpienia w najdrobniejszych szczegółach, mają pewność, że wszystko pójdzie zgodnie z ich planem.

Wiedzą kiedy publiczność się zaśmieje, kiedy zaklaszcze, a kiedy będzie siedziała cicho. Znają nasze reakcje długo przed nami samymi.

Efekt? Tysiące ludzi śmiejących się z tego samego żartu w tym samym czasie!

Żeby to osiągnąć potrzeba mnóstwo pracy, której widownia nie widzi (widownia widzi tylko końcowy produkt).

Znany jest Ci termin spalony żart? Spalony żart wypada słabo, nikt się z niego śmieje, jest krępujący dla obu stron, a osoba, która ten żart opowiedziała, pragnie zapaść się pod ziemię. Znane uczucie, prawda?

Wyobraź sobie teraz, że tak samo słabo wyglądają Twoje spalone i źle przygotowane wystąpienia, prezentacje w PowerPointcie, rozmowy o pracę czy próby zagadania do kogoś obcego.

W związku z powyższym, następnym razem zastanów się, czy:

  1. Chcesz po prostu mieć to za sobą i nie obchodzi Cię, jak zostaniesz odebrany?
  2. Zależy Tobie na odpowiednim zaprezentowaniu się w taki sposób, abyś czuł się pewny siebie i dumny (zamiast wstydu i dyskomfortu)?

W pierwszym przypadku idź bez przygotowania i miej to z głowy (to proste: zrób i zapomnij)!

W drugim, spisz sobie na kartce, co chcesz powiedzieć i przećwicz to na głos. Możesz się nagrać, jeśli nie chcesz się tym z nikim dzielić. Odsłuchaj nagranie po jakimś czasie i wprowadź odpowiednie zmiany.

Dobra wiadomość jest taka, że szybko się uczysz i już po kilku próbach, będziesz potrzebować dużo mniej czasu na przygotowanie. Ważne jest natomiast, aby jak najwięcej ćwiczyć i wystawiać się na próby.

Pamiętaj, że każde niepowodzenie, to bardzo cenna lekcja i krok naprzód!!

Powodzenia! 🙂

P.S. obrazek, na głównej, do tego artykułu pochodzi z genialnego filmiku, przedstawiającego techniki komunikacji i prezentacji. Polecam gorąco osobom zainteresowanym tematem: Think Fast, Talk Smart: Communication Techniques.

NEWSLETTER!
Dołącz do mojej listy stałych czytelników! Przekroczyłem setkę! 🙂
Bez SPAMu i reklam! Tylko konkretne treści!
Twoi znajomi też chcą o tym przeczytać! Udostępnij:Share on Facebook1Share on Google+0Tweet about this on Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

6 komentarzy do “Jak być gotowym i „nie dać ciała”?

  • Gosia (MyCarlow)

    Przyznaję że dla mnie wygłoszenie takiej przemowy na weselu byłoby wielkim stresem. Nie lubię „przemawiać” przed większym gronem, za bardzo się przejmuję właśnie tym jak zostanę odebrana 🙂 Jeśli już musiałabym to zrobić to na pewno najpierw spisałabym całą przemowę na kartce i ćwiczyła na głos, może nawet nauczyłabym się jej na pamięć 🙂

  • Zuzanna

    ,,Drugim powodem, dla którego chciałem to zrobić, było uczucie dyskomfortu, towarzyszące mi podczas tego typu wystąpień. Jakiś czas temu postanowiłem, że zmienię podejścia do niewygodnych spraw i obecnie im bardziej coś mnie hamuje w działaniu, tym bardziej chcę się sprawdzić i to zrobić!”

    Od jakiś dwóch lat mam podobne podejście. Życie wydaje mi się za krótkie, żeby się nie rozwijać.
    I uwaga o przygotowaniu godna polecenia. Niestety, w stresie, wolałam odczekać, żeby mieć za sobą a najwyżej poprawić się przy kolejnej okazji, gdy stres będzie mniejszy. Kiedy jednak za pierwszym razem wypadałam słabo to ludzie niekoniecznie dawali mi kolejne okazje 🙂

  • Hai Le

    Ja znów stanowczo wolę iść na żywioł, bo brakuje mi zdolności aktorskich, co sprawia, że każde przygotowane przeze mnie wystąpienie jest sztuczne i nieciekawe. Także dużo zależy od osobowości i preferencji.

    • krystian Autor wpisu

      Jeżeli u Ciebie to działa i spontaniczne wystąpienia/prezentacje wypadają dobrze, to jak najbardziej jest to właściwa metoda i nie ma co tu poprawiać 🙂