Jak opanować wewnętrznego furiata? 5


Był sobie facet po 30-tce, powiedzmy, że na imię miał Krystian.

Z natury pogodny i sympatyczny typ, który patrzył na świat pozytywnie.

Był lubiany przez ludzi i potrafił znaleźć plusy w każdej sytuacji.

Z czasem jednak co raz częściej zdarzało mu się tracić cierpliwość i fason, gdy sprawy nie szły po jego myśli lub gdy dzieci w domu dokazywały.

Potrafił wtedy głośno krzyknąć lub nawet zamachnąć się na klapsa.

Często po takich wybuchach złości czuł wyrzuty sumienia i obiecał sobie, że następnym razem zapanuje nad wewnętrznym szaleńcem.

Sytuacja się jednak po jakimś czasie powtarzała!

Pewnego dnia miał wizytę u stomatologa i podczas okresowego przeglądu uzębienia, usłyszał dziwny komentarz od Pani doktor:

Widać, że zaciska Pan mocno szczękę. Często się Pan denerwuje?

W tym momencie poczuł, jakby ktoś dał mu w pysk!

Zrozumiał wtedy, że coś jest na rzeczy i nie dotyczy to tylko jego, ale również jego rodziny i otoczenia. Jest problem i zaczyna być on widoczny na zewnątrz (choć tak dobrze udawało się to do tej pory maskować)!

I chociaż wybuchy złości zdarzały się sporadycznie, to jednak ich częstotliwość niebezpiecznie się nasilała!

Postanowił coś z tym zrobić! Nie wiedział za bardzo co, ale pomyślał: Czas działać! Nie ma na co czekać! To zdecydowanie idzie w złym kierunku!

W porę się obejrzał, bo mniej więcej w tym samym czasie, zaczęły go dopadać dziwne kłucia pod mostkiem (tam, gdzie czuł zazwyczaj motyle w brzuchu). Ciężej też mu było nabrać powietrza, szczególnie wieczorami, gdy był zmęczony!

Tego już było za wiele!

Od pewnego czasu interesował się rozwojem osobistym i wiedział, że praca nad sobą i odpowiednie narzędzia przynoszą niesamowite efekty.

Zaczął więc szukać sposobu, aby mieć więcej cierpliwości.

Chciał przestać wyżywać się, w przypływach złości, na innych.

Pragną być znowu pozytywny i cieszyć się każdą chwilą.

Chciał wracać do domu, bez obawy, że coś go zaraz wyprowadzi z równowagi.

Godzinami przeglądał Internet w poszukiwaniu rozwiązań. Czytał każdy artykuł na ten temat. Rozważał nawet zasięgnięcie porady u specjalisty w białym kitlu! W końcu stawką było jego szczęście i szczęście jego najbliższych!

Po zebraniu odpowiedniej wiedzy, zaczął testować, co działa, a co nie.

Kilka dni i kilkanaście prób później zaczął wprowadzać zmiany w dotychczasowej rutynie.

Zauważył, że relacje w domu się poprawiły, uczucie bólu i zniecierpliwienia powoli zanikały, a co go najbardziej zaskoczyło: poczuł duży przypływ energii i chęci do działania!

W głowie zaczęły pojawiać się znowu pozytywne myśli i mnóstwo ciekawych pomysłów.

Jakby jakiś kanał się odblokował i udrożnił ujście, przez które mogą one płynąć niezaburzonym strumieniem.

Fakt, kosztowało go to trochę wysiłku i musiał zmienić pewne nawyki, ale gra była zdecydowanie warta świeczki!

Myli się jednak ten, kto uważa, że Krystian jest obecnie oazą spokoju.

Oj, nie! Daleko mu do tego stanu!

Rozumie on jednak, co stoi za uczuciem gniewu i próbuje z nim walczyć. Często skutecznie, bez poczucia winy i wyrzutów sumienia, za to z pełną satysfakcją! Działa mądrzej i rozważniej niż kiedykolwiek!

 Oto 3 najważniejsze rzeczy, które Krystian zrobił po tym, jak zrozumiał, że zaczyna mieć problem ze złością:

1. Następnym razem, gdy czuł, że nadchodzi kryzys, zamiast wybuchnąć, zastanowił się, dlaczego się tak bardzo wkurza (że aż mu czacha dymi). Patrzył z boku na całą sytuację, próbował ją skomentować i coś doradzić (jako niezależny widz).

Ta technika okazała się niezwykle skuteczna (chociaż wymagała zachowania zimnej krwi) i przy kolejnej kłótni z dziewczyną o błahostkę (która spowodowana była jego reakcją na jej kąśliwy komentarz), zamiast upierać się przy swoim i się odgryzać, przez chwile milczał (minimum 5 minut), aż emocje opadły, a następnie próbował nawiązać normalną rozmowę (np. za pomocą żartu), oczyszczając tym samym atmosferę.

Zazwyczaj pierwsze próby nawiązania konwersacji, w takiej sytuacji, są bezskuteczne (druga strona jest lekko w szoku i trochę obrażona), ale po dwóch, trzech kolejnych wszystko wraca do normy, żale zostają szybko zapomniane i znowu jest cudownie!

2. Kolejne nerwowe sytuacje mają miejsce na drodze, gdzie kierowcy robią różne głupoty i Krystianowi zdarzało się rzucić kilka nieprzyjemnych uwag przez otwartą szybę lub użyć klaksonu w ich stronę. Technika jaka się tu bardzo dobrze sprawdziła opiera się na cierpliwości i wyrozumiałości.

Zmieniając sposób myślenia, zyskał spokój i przychylność innych użytkowników ruchu. Zamiast traktować wszystkich kierowców jak zło konieczne, zaakceptował fakt, że są oni na tej drodze z tego samego powodu co on: też gdzieś jadą i zależy im na dotarciu do celu w jak najszybszy, najprostszy i najmniej stresujący sposób (nimi też targają różne emocje, gdy ktoś na nich zatrąbi lub pokaże środkowy palec).

Oczywiście zawsze znajdą się osoby, którzy za wszelką cenę chcą pokazać, jak się powinno, ich zdaniem, jeździć po mieście (trzymając się na zderzaku, przyspieszając na krótkich odcinkach czy nawet jeżdżąc po chodniku). I chociaż aż się prosi, żeby dać im nauczkę, to lepiej ich puścić, niech sobie jadą dalej – po minucie, jak emocje opadną, zdarzenie ulega zapomnieniu.

3. W sytuacjach naprawdę kryzysowych, Krystian znajduje ciche miejsce, zamyka oczy i wykonuje 10 głębokich oddechów – najlepiej leżąc na plecach.

Głębokie oddechy mają działanie podobne do zaciągania się papierosem (dlatego odstresowują) i świetnie go zastępują (Krystianowi zdarzało się zapalić w chwilach słabości).

Patrząc na powyższe techniki radzenia sobie ze złością, może się wydawać, że Krystian zamiast się postawić, unika konfrontacji.

Nic z tych rzeczy!

Przestał reagować emocjonalnie w sytuacjach, które tego nie wymagają, odzyskując tym samym spokój i przejrzystość umysłu.

Dzięki temu jest bardziej cierpliwy, przestał się spieszyć, zaczął podejmować lepsze decyzje i koncentrować bardziej na sprawach, które mają dla niego największe znaczenie (rodzina, rozwój osobisty i pomaganie innym).

Jeżeli zdarza Ci się wpadać w niekontrolowaną złość, po której dopadają Cię wyrzuty sumienia, zastosuj te 3 sprawdzone techniki:

  1. Popatrz na całą sytuację z boku, jako niezależny widz. W taki sam sposób, w jaki komentujesz kłótnie innych ludzi, skomentuj swoją. Dojdziesz do niesamowitych wniosków i podejmiesz właściwe decyzje, dobierając odpowiednie słowa i argumenty! Dodatkowo wykażesz się dojrzałością i mądrością, która zostanie doceniona!
  2. Nie daj się sprowokować! W sytuacjach, które nie mają znaczenia, zachowaj spokój i pozwól, aby same minęły. Tak! Nie angażuj się i nie reaguj! Szkoda Twojej energii. Zazwyczaj trwa to 15-30 sekund, a po minucie odzyskasz dawny, niczym niezmącony spokój.
  3. W sytuacjach awaryjnych, odetnij się na chwilę (wyjdź na świeże powietrze lub przynajmniej do innego pomieszczenia) i nabierz duuuużo powietrza w płuca. Wypuść je powoooli. Najlepiej na leżąco i z zamkniętymi oczami. Spróbuj: 10 oddechów = spokój ducha i umysłu!

Powodzenia!

Krystian

P.S. Zastanawiam się, jak Ty sobie radzisz , gdy dopada Cię złość? Uderzasz ręką w ścianę? Rzucasz czymś o podłogę? Przeklinasz? Trzaskasz drzwiami? Krzyczysz? Bijesz? Sam nie raz przez to przechodziłem (chociaż obecnie preferuje bardziej spokojne formy radzenia sobie ze złością). Nie ma się czego wstydzić! Chętnie czytam wszystkie Wasze wiadomości, a jeszcze chętniej na nie odpowiadam!

COŚ NA PO PRACY!
Zapisz się do mojej bezpłatnej listy, a jako BONUS otrzymasz niezawodny sposób na energię po pracy!
Bez SPAMu i reklam! Tylko konkretne treści! 100% bezpieczeństwa!
Twoi znajomi też chcą to wiedzieć! Udostępnij:Share on Facebook1Share on Google+0Tweet about this on Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 komentarzy do “Jak opanować wewnętrznego furiata?

  • Paulina

    U mnie sytuacja odmienna. Tzn. nie jestem lubiana przez ludzi i raczej trudno się temu dziwić, bo ja się bardzo niewiele odzywam. Zaburzenia lękowo-depresyjne, problemy natury społecznej fobii od dzieciństwa, tzn. odkąd poszłam do szkoły. Kiedy zaczęłam się złościć? Po stracie pracy (klęska absolutna) miałam zmienny nastrój: dużo spałam, śmiałam się jak wariat i płakałam. Albo wybuchałam złością, krzyczałam na siostrę bez powodu. Teraz już nie krzyczę, ale mam w sobie często taką złość wewnętrzną, nie wiadomo na co, taką ogólną złość, wściekłość. Tylko że jest ona bierna, taka jakby złość depresyjna, nie furiacka. Często przechodzi po wypiciu kawy. Natomiast żadne głębokie oddychanie czy myślenie jak obserwator nie mogą pomóc, bo to jakby całkiem inna kategoria złości niż ta prezentowana przez ludzi zdrowych. Wiem, że tutaj najlepsze jest działanie, tylko to takie trudne wyjść z bezpiecznego choć nudnego domu… do ludzi.

    • Krystian Autor wpisu

      Paulina! Żeby mówić o takich rzeczach otwarcie i prowadzić na ten temat bloga, to trzeba mieć „jaja jak dzwony”, tzn. że odwagę masz I TO SPORO!

      No to wiesz, że najlepsze jest działanie. W porządku! A czy wiesz, jakie powinno być to działanie?

      Co powinnaś zrobić konkretnie? Jaki ma być kolejny mały krok w dobrym kierunku?

      Z pewnością jeden z takich kroków to właśnie Twój komentarz u mnie albo Twoje ciekawe wpisy na Twoim blogu. Przejrzałem i moim zdaniem świetnie Ci idzie! Wierzę, że publikacja wpisów daje Tobie wiele dobrego, ale też stresuje Cię, bo co sobie inni pomyślą, prawda?

      Mam dokładnie tak samo!

      Prowadzisz bardzo dobrze napisany dziennik, nie mogę sie doczekać dalszego ciągu po 21. października! 🙂

      Taka jeszcze tylko jedna uwaga. Przewija się u Ciebie cukier: czekolada, duże ilości słodzonej kawy, babeczki… Wiem, że poprawia to na chwilę humor. Przechodziłem przez to (czasami nadal przechodzę, jak się dorwę do czegoś nadzwyczaj dobrego) i wiem, jakie samopoczucie to wywołuje.

      Jednak jednym z głównych powodów, dlaczego ludzie czują się źle, jest właśnie CUKIER. To jest jak chwilowy zastrzyk energii i dobrego samopoczucia, po czym jest znaczny, mocno odczuwalny spadek!

      Ja ostatnio znacznie ograniczam słodycze, bo zauważyłem, że kilkanaście minut po spożyciu cukru zaczynam być bardziej nerwowy i agresywny. Dodatkowo zaczyna mnie zmulać, nic mi się nie chce i najchętniej bym się wtedy zdrzemnął.

      Nie było na początku łatwo, więc jadłem sobię mały kęs czegoś słodkiego (zamiast paczki ciastek, brałem 2 lub 3) i zapijałem wodą, żeby mi się więcej nie chciało.

      Zastępuję cukier orzechami, pestkami dyni, słonecznikiem. Czasem robię koktajle owocowe (tam też jest cukier, tylko, że zdrowszy).

      To naprawdę pomaga!

      Spróbuj kilka razy, obiecuję, że poczujesz różnicę!

      Mała kawa, małe kęsy, pół babeczki…

      • Paulina

        Dzięki serdeczne za odpowiedź, odwiedzenie mojego bloga, no i wskazówki. Przyznam, że przestraszyłam się, kiedy zaczęłam czytać Twoją odpowiedź „Żeby mówić o takich rzeczach otwarcie…”, bo pomyślałam że dalej będzie: …to trzeba mieć nie po kolei w głowie 😉 Ze słodyczami to mam fazy: dużo, dużo słodkiego (potrafi trwać nawet kilka tygodni), później około tygodnia przerwy, bo już nie mogę. Myślę, że dozowanie słodyczy jest dobre, tylko trudno-wykonalne. Niemniej, spróbuję z tymi małymi porcjami, bo co szkodzi? Gorzej z kawą. Dziś już wypiłam i rozbolał mnie mocno brzuch. Postanowienie: nie piję do poniedziałku. W poniedziałek wyjście do ludzi w urzędzie, to wolę nie ryzykować stanem bez-kawowym.
        A działanie? Zastanawiam się nad wysłaniem swojej niepublikowanej książki (tytuł: Na społeczną fobię Do ataku, gotowi, start!) do konkursu rozpisani.pl, gdzie wygrana książka zostanie wydana. Tylko muszę dokładnie przeczytać regulamin jeszcze i nanoszę poprawki, a czas do końca września. No i książka ta jest o mnie, przewija się rodzina… Nie chcę nikogo obrazić, dlatego niektóre fragmenty usuwam.