Jak skutecznie schudnąć? Moje wrażenia po diecie dr Dąbrowskiej. 8


Wpis stworzony przez moją Anitkę, która za moją namową postanowiła się podzielić swoimi wrażeniami odnośnie bardzo rygorystycznej diety oczyszczająco-odchudzająco-leczniczej. Wielki szacunek Mała za wytrwałość!

O diecie dr Ewy Dąbrowskiej usłyszałam po raz pierwszy kilka miesięcy temu od mojego trenera aerobiku. Zarówno on jak i jego rodzina nieźle się „wkręcili”. Mama – wysoka, szczupła blondynka po 60-tce – stosując tę dietę regularnie w ciągu roku schudła 20kg! Żona pozbyła się guzka na tarczycy, a on sam schudł i świetnie się czuje. Trochę im pozazdrościłam, chyba przede wszystkim wewnętrznej siły, dzięki której tę kurację przeprowadzili. Pomyślałam, że ja też chciałabym oczyścić organizm z zalegających toksyn. Uznałam, że „kiedyś spróbuję” i odsunęłam sprawę na boczny tor. Okres jesienno-zimowy nie sprzyja takiej diecie ze względu na małą dostępność świeżych warzyw i owoców. Drugim argumentem przeciw są… dzieci. Mam ich dwoje: Pyśka (8 lat) i Dawiś (2,5 roku). Skoro muszę codziennie gotować obiady dla mojej rodziny, to jak mam się zabrać za tak wymagającą dietę?! Wdychać zapach placuszków, naleśniczków, kotlecików i nic przy tym nie zjeść?! O nie, „może kiedyś…” pomyślałam.

Do przełomu w moim myśleniu doszło niewiele później: coś zgrzytnęło, coś chrupnęło i okazało się, że zamiast na forsowny fitness (trzy a niekiedy cztery razy w tygodniu) ja i mój kręgosłup będziemy chodzić na rehabilitację. Brak regularnych ćwiczeń wysiłkowych, frustracja spowodowana… no właśnie – brakiem regularnych ćwiczeń i takie poczucie, że cała moja dotychczasowa praca nad sobą zda się psu na budę, przestałam dbać o moje dotychczasowe odżywianie. Coraz częściej zdarzało mi się podjadać słodycze, sięgać po ciasta, ciasteczka, a nawet biały chleb… Czułam, że stąpam po bardzo kruchym lodzie, a pod naciskiem moich zbędnych kilogramów lód lada chwila pęknie. Uznałam, że koniec użalania się nad sobą, trzeba się wziąć w garść. Teraz już miałam dwa, no może trzy powody do zastosowania diety dr Dąbrowskiej – pierwszy i najważniejszy to oczyszczenie, drugi i też najważniejszy to odchudzenie 🙂 A trzeci – może i banalny, ale zawsze jakiś – dużymi krokami zbliża się nasz coroczny wyjazd do SPA na ferie i nie zamierzam być tam najgrubszą osobą w stroju kąpielowym, a poza tym głupio by mi było, gdyby pani (albo jeszcze gorzej – pan) musiała (lub musiał) masować zwały tłuszczu.

Dodam jeszcze, że nigdy nie należałam do osób szczupłych, ale nie jestem też gruba. Z moją figurą przy 164cm wzrostu dobrze wyglądam ważąc 59-60kg. Dietę warzywno-owocową zaczęłam z wagą 63kg. Nie postawiłam sobie żadnego ultimatum, nie robiłam założeń – po prostu zaczęłam i czekałam, co będzie dalej…

Po drodze natknęłam się na wiele trudności:

1. Brak kawy.

Należę do tej grupy osób, które po przebudzeniu z zamkniętymi jeszcze oczami szukają kubka z kawą. Miałam dwa okresy, kiedy musiałam zmienić ten nawyk – pierwsza ciąża i druga ciąża. Tylko wtedy było inaczej, bo wiedziałam, dlaczego to robię, nie chciałam szkodzić maleństwu. Teraz muszę odstawić kawę w imię fanaberii.
Rozwiązałam mój problem następująco: po przebudzeniu myłam twarz w lodowatej wodzie, a następnie 3 minuty gimnastyki przy otwartym oknie (przysiady, pajacyki, podskoki, bieg bokserski, krążenia tułowia). Uwierzcie mi – działa lepiej niż kawa, a przy okazji popracujecie nad swoja sylwetką!

2. Przygotowywanie posiłków dla siebie.

Bałam się, że przygotowywanie posiłków będzie kłopotliwe. Otóż nic bardziej mylnego. Trzeba się tylko odpowiednio przygotować, tzn. zaplanować, co będę jeść i pić i zakupy zrobić np. dzień wcześniej, tak, żeby rano z konieczności nie sięgnąć po kanapkę! Ja zamawiam od kilku miesięcy warzywa i owoce z gospodarstwa ekologicznego, więc ze zniecierpliwieniem czekałam na kolejny transport. W wolnej chwili wieczorem przygotowałam paprykę nadziewaną warzywami z ziołami i zapakowałam w folię aluminiową, a na następny dzień – ciach, do piekarnika i robi się już samo. Zupę można ugotować raz na trzy dni – pierwszego dnia zjesz sam wywar z warzyw (taki oszukany rosołek), a drugiego dorzucisz ogórka kiszonego czy zblendowanego pomidora i już jest inna zupa. Takie przygotowanie posiłku z wyprzedzeniem bardzo pomaga przetrwać dietę.

3. Przygotowywanie posiłków dla rodziny.

Zawsze lubiłam zdrowe jedzenie – świeże sałatki, własnoręcznie robiona granola z jogurtem i ewentualnie owocem, chude mięso na razowym chlebie z górą warzyw… Ale teraz to „zdrowe jedzenie” jest zabronione, ponieważ mam jeść tylko i wyłącznie warzywa i to też nie wszystkie. Jak tu przygotować posiłek dla rodziny i nie skusić się na kęs mięska czy plasterek sera? Wybrnęłam tak: zanim zabrałam się za robienie jedzenia dla rodziny, najpierw sama się porządnie najadłam. Mogłam już spokojniej patrzeć na te wszystkie pyszności. Drugi sposób to taki, że miałam pod ręką coś do przegryzania, np. jabłko lub marchewkę i kiedy czułam, że zaraz wpakuję do ust kawałek wędzonego łososia, chwytałam za jabłko… Kiedy to było możliwe, prosiłam męża, żeby przygotował posiłek, a ja w tym czasie szłam z dziećmi na dwór czy wstawić/posortować pranie. Inny sposób to taki, że przygotowałam posiłek częściowo, a Duży dokończył, np. rozpiekłam dynię i przygotowałam wszystkie inne składniki w miseczce, a Duży tylko wszystko zblendował i usmażył dyniowe placuszki. Ja poszłam się kąpać i przygotować do wyjścia i serce mnie trochę mniej bolało, że omija mnie takie fantastyczne śniadanie (dodam tutaj, że placuszki zazwyczaj jemy z miodem lub domowym dżemem). Moja rodzina natomiast miała pyszne, rozgrzewające i mało kłopotliwe śniadanko, które cała trójka zjadła z apetytem.

Koniecznie muszę wspomnieć, że mężuś bardzo mnie wspierał w mojej diecie. Przejął częściowo robienie zakupów i w ogóle chętnie reagował na moje prośby o pomoc w kuchni.

4. Robienie zakupów.

Najlepszym sposobem na szybkie zakupy i nie złamanie się jest mieć gotową listę zakupową. Później już szybko z klapkami na oczach przebiegasz znajome alejki sklepowe, bierzesz, co trzeba i do kasy. Żadnego rozglądania się, rozkojarzania się, itd.

5. Głód, głód, głód…

Kiedy napadało mnie takie straszne uczucie głodu, choć niedawno jadłam, wypijałam szklankę wody. Na chwilkę oszukamy głód, ale jest to też niezły sposób na uzupełnienie wody! No i rzecz chyba najważniejsza – kiedy czułam, że zaraz pęknę – chwycę za paluszka, ciastko, kawałek chleba, mówiłam sobie tak: „Pamiętaj – robisz, to dla siebie, dla swojego zdrowia, lepszego samopoczucia, ładniejszego wyglądu, większej pewności siebie. Nikt cię do tego nie zmusza. Ale jak już dasz radę – wytrzymasz jeszcze kilka dni, będziesz swoja własną największą bohaterką”.
Tylko kilka pierwszych dni było bardzo ciężkich. Później przywykłam do nowego stanu rzeczy. Czułam lekki głodek, który w razie potrzeby dało się szybko zaspokoić jakimś jabłkiem czy marchewką, a nawet szklanką soku warzywnego. Pod koniec diety jadłam już naprawdę niewiele.

Z takimi sposobami wytrzymałam 14 dni i schudłam 5kg.

Dietę zamierzam stosować kilka razy w roku, więc jeśli chcesz się przyłączyć to podaj swojego maila TUTAJ, a ja się odezwę przed każdą kolejną edycją.

Otrzymasz informacje o postępach, posiłkach, wskazówki jak wytrwać…

Możemy przejść przez to wspólnie!

———-

Anita

NEWSLETTER!
Dołącz do mojej listy stałych czytelników! Przekroczyłem setkę! 🙂
Bez SPAMu i reklam! Tylko konkretne treści! 100% bezpieczeństwa!
Twoi znajomi też chcą o tym przeczytać! Udostępnij:Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

8 komentarzy do “Jak skutecznie schudnąć? Moje wrażenia po diecie dr Dąbrowskiej.

    • Anita

      Jak wyżej. Można spróbować na początek z kawą, tylko może niekoniecznie cztery kubki dziennie 🙂 Ja kawę od jakiegoś czasu zastępuję Inką, to wprawdzie nie to samo, ale jak już tak bardzo mi się chce kawy, to chociaż troszkę oszukam moją głowę. No bo umówmy – wszystko jest w naszej głowie 🙂 Oprócz kawki porannej – tej Inką nie zastąpię.

  • Iwona

    ja też próbowałam ale wytrzymałam od kolacji do po obiedzie nastepnego dnia; Czekało mnie sprzątanie wielkie mieszkania po osobach które wynajmowały i strasznie bolała mnie głowa – tzn czułam się osłabiona i nie wytrzymałam
    Ale i tak wydaje mi się że nawet pół dnia na warzywach dało dobry skutek dla mnie. Chciałabym wytrwać chociaż z tydzień.